5 drogich gadżetów, których wcale nie potrzebujesz w podróży

Uwaga! Jeśli naszą pasją są podróże, to Święty Mikołaj może nam pod choinkę podrzucić jeden z tych kosztownych gadżetów, których nigdy nie użyjemy, bo prawdziwy turysta takie rzeczy omija szerokim łukiem.

1. Scyzoryk szwajcarskiej armii. Cena – ok. 400 zł

ultimate-swiss-army-knife1

Wydaje się w pierwszej chwili, że to niezastąpiony gadżet każdego podróżnika. Aż do momentu, w którym na lotnisku zorientujemy się, że włożyliśmy go przez pomyłkę do bagażu podręcznego. Odkupujemy go przy następnej okazji i – na wszelki wypadek – przed podróżą wyjmujemy z plecaka. Zostaje więc w domu. I gdy potrzebujemy pilnie nożyczek, czy śrubokrętu, nasz nóż szwajcarskiej armii leży w szufladzie o tysiące kilometrów od miejsca, w którym się znajdujemy. Na szczęście okazuje się, że wystarczy poprosić na recepcji w hotelu i wszystko można załatwić bez inwestowania 400 zł w niepotrzebny gadżet.

2. Pas na pieniądze. Cena – od 100 zł

undercover-money-belt-41125-mocha-open Gdyby to jeszcze był zwykły pasek do spodni… Ale w większości przypadków to jest cienka torebka na parcianym pasku, którą chowa się pod ubranie. Można tam trzymać paszporty i gotówkę na cały wyjazd. Tylko po co?
Zabieranie ze sobą gotówki, to tylko utrapienie. Lepiej sprawdzić ile będzie nas kosztowało w banku włączenie usługi darmowego pobierania gotówki z bankomatów na całym świecie, a po powrocie zawsze można z tej opcji zrezygnować. Odpadnie nam niepotrzebny stres, a w 90 procentach krajów turystycznych bez problemu znajdziemy bankomaty i wyjmiemy tyle pieniędzy, ile nam potrzeba. Pasy na pieniądze wcale nie są wygodne. Uwierają, grzeją, a gdy trzeba z nich wyjąć pieniądze, musimy przed sprzedawcą wykonać skomplikowany układ choreograficzny z elementami striptizu.

3. Kapelusz. Cena – od 80 zł

indy

Indiana Jones nigdzie się bez niego nie ruszał. Ale od lat trzydziestych upłynęło już w Nilu sporo wody i dziś już mało kto zdobi swe skronie filcową fedorą. Nie bez powodu. O kapeluszu trzeba nieustannie pamiętać. Żeby go nie zostawić w autobusie, samolocie, czy na plaży. Nie da się go wcisnąć w kieszeń płaszcza. Nie wypada w nim siedzieć w restauracji podczas obiadu. Pierwszy podmuch wiatru zerwie nam go z głowy, a zimą i tak założymy czapkę, albo kaptur, żeby nie zmarzły nam uszy. Wydaje się wspaniałą pamiątką z wakacji, ale w podróży kompletnie się nie sprawdza.

4. Specjalnie dedykowane podróżnikom linie ubrań – cena: wysoka

8-13  Out of Africa

Wytrawni globtroterzy unikają jak ognia ubrań, które krzyczą z daleka: jestem podróżnikiem! Wszelkie koszule khaki, spodnie typu bojówki, buty trekkingowe na zwykły spacer po ulicy dużego miasta, to wszystko jasny i czytelny komunikat do wszelkiej maści naciągaczy i złodziei: Jestem frajerem! Obcym! Nikogo tu nie znam i spokojnie można mnie okraść.
Fotoreporterzy wojenni idąc na linię frontu wcale nie chodzą w stylizowanych bojówkach, lecz zakładają zwykłe białe koszule, bo ktoś o wyglądzie poczciwego urzędnika rzadziej budzi agresję. Lepiej nie rzucać się w oczy i niknąć w tłumie, niż demonstrować swoją obcość i zamożność strojem, niczym z „Pożegnania z Afryką”.

5. Jedwabny śpiwór do spania w hotelowych łóżkach – od 400 zł

78536664-aeb1-4bd5-bec2-e0089996a351

Nie, nie chodzi tu o ekstrawaganckie rozwiązanie upalnych nocy pod namiotem, tylko gadżet wciskany bywalcom hoteli. Jedwabna poszewka, w którą można się rozkosznie wsunąć jest ponoć niezwykle przydatna w hotelach, które nie grzeszą czystością. Ale kto nam każe w takich hotelach spać? W dobie internetu wystarczy przeczytać komentarze na booking.com i już wiemy, czego się spodziewać. Większość hoteli jest w porządku. Reszta zależy od naszego zmęczenia. Żeby wypłoszyć z pościeli karaluchy, wystarczy zapalić światło. Po kilku minutach powinny z ociąganiem posunąć się, przynajmniej na tyle, by można było przyłożyć głowę do poduszki. Jeśli myśl o nocy w towarzystwie niegroźnych przyjaciół w chitynowych pancerzykach nas niepokoi, to znaczy, że nie jesteśmy gotowi na prawdziwą podróżniczą przygodę i lepiej wybierzmy porządny hotel all inclusive. Tam z pewnością nie będzie robactwa, więc jedwabny śpiwór za 400 zł też nie będzie nam potrzebny.

Related News

One Response

Leave a Reply
  1. Marcinas
    Gru 16, 2014 - 11:31 AM

    Do listy zbędnych gadżetów dodajcie jeszcze drogie jak nieszczęście bidony termiczne, podgłówki do samolotu czy inne tego typu polepszacze komfortu. Wozi się potem tego chłamu pełną walizkę a przydaje się może raz albo i nie.

© 2014-2016 TURYSTYKA24

Close