7 Dolin – nie wolno zmarnować tej szansy

Nie będziemy mieli ośrodka narciarskiego na europejskim poziomie. Pomimo tego, że Wierchomla, Muszyna i Krynica dogadały się w sprawie utworzenia projektu 7 Dolin, nic z tego nie będzie. Co zrobić by nie zmarnować pomysłu?

Wygrała ekologia. Żeby połączyć siecią 30 wyciągów 7 Dolin w Beskidach, od Wierchomli po Łosie i stworzyć 70 kilometrów tras narciarskich trzeba byłoby wyciąć sporo lasu. Na to nie ma zgody administracji. Burmistrz Muszyny Jan Golba marzył o stworzeniu ośrodka narciarskiego w alpejskim stylu, na wzór tyrolskiego Ski Welt, czy Vorarlbergu, gdzie turyści nigdy się nie znudzą, bo mają do dyspozycji dziesiątki kilometrów tras i mogą przemierzyć cały region nie zdejmując nart. Lasy Państwowe postawiły jednak tamę tym marzeniom. Szkoda.
Można śmiać się z ambicji włodarzy z sądecczyzny, którym śni się konkurowanie ze strzelistymi Alpami, ale wystarczy pojechać na Słowację, by zobaczyć, że ośrodki narciarskie powstają nie tylko – a może właśnie przede wszystkim – nie w Tatrach, a tam, gdzie góry przypominają Jaworzynę Krynicką.

Czasy, gdy szczytem marzeń była tania kwatera w pobliżu „oślej łączki” odchodzą do przeszłości. Polscy turyści jeżdżą chętnie do Austrii, czy we włoskie Dolomity, bo przyciąga ich bogata oferta: gęsta sieć komfortowych wyciągów, szkółki narciarskie dla maluchów, karczmy z regionalnym jedzeniem przy trasach zjazdowych, zabawy après ski. Nauczyli się, że nie trzeba mieszkać pod wyciągiem, bo kilkudniowy karnet pełni w całym regionie rolę wielofunkcyjnego „paszportu” uprawniając do darmowego transportu, wejść do muzeum i korzystania ze wszystkich sportowych atrakcji. O czymś takim marzył burmistrz Muszyny. Dogadał się z włodarzami sąsiednich miejscowości. A przecież to nie jest u nas takie częste. Wystarczy spojrzeć na Zakopane, gdzie łączenie karnetów na sąsiadujące ze sobą wyciągi idzie jak po grudzie, a niesnaski sąsiedzkie eliminują kolejne pomysły na rozwój narciarstwa.

Ale ochrony przyrody też nie można lekceważyć. Polska jest krajem nizinnym. Góry to nasz skarb. Czy to jednak oznacza, że należy „wypchnąć” narciarzy za granicę? A może tylko trzeba wypracować umowę społeczną w tej sprawie?
Pisaliśmy niedawno o tym, że zamknięcie grozi tatrzańskiej kolei linowej na Kasprowy Wierch. Od lat wszelkie pomysły na rozbudowę tras narciarskich w Tatrach spotykają twarde veto ze strony obrońców przyrody. W porządku. Tatry są zbyt małe i zbyt unikalne, by budować tam stacje narciarskie. Pozostawmy je ewentualnie miłośnikom ski touringu. Zakopane bez narciarzy też sobie poradzi. Niech zimą postawi na ofertę kulturalną i rozrywkę. I tak większość turystów ogranicza się do wspinania po Krupówkach, a na narty jeździ do Białki.

Beskidy, w przeciwieństwie do Tatr, mają długie trasy i dobre warunki narciarskie. Na stokach Jaworzyny spotkaliśmy sporo Słowaków, którzy wybierają wyjazd w polskie góry na narty, bo… jest tu taniej. Gdyby urządzić tu stację narciarską z prawdziwego zdarzenia, miałaby szansę powodzenia nie tylko wśród naszych rodaków. Może umówmy się, że Tatry chronimy, zapominamy o mrzonkach typu „igrzyska olimpijskie w Zakopanem” i stawiamy na rozwój turystyki w Beskidach? Przyroda w takim układzie też zyska. Ale do tego potrzebne jest globalne myślenie w kontekście całego regionu, a nie tylko jednej miejscowości.

fot. Jaworzyna Krynicka

Related News

2 komentarze

Leave a Reply

Trackbacks/Pingbacks

  1. Nie powstanie największy polski projekt narciarski 7 dolin
  2. Małopolska otworzyła sezon zimowy

© 2014-2017 TURYSTYKA24

Close