Bangkok. Zamach, który może wiele zmienić

19 osób zginęło, a 123 odniosły rany w zamachu bombowym w stolicy Tajlandii. Bangkok przestał być bezpieczną metropolią w „spokojnej” Azji. Trzeba kolejny raz zmienić miejsce urlopu, czy nasz sposób myślenia?

Wszystko na to wskazuje, że to wewnętrzne problemy Tajlandii sprawiły, że Bangkok spłynął krwią. Na południu kraju od lat walczą o autonomię muzułmańscy separatyści. Czy to oni podłożyli ładunek wybuchowy? Rozważany jest też „trop ujgurski” – muzułmańska mniejszość w Chinach była oburzona niedawnym wydaleniem z Tajlandii i ekstradycją do Państwa Środka setki ujgurskich opozycjonistów. To by tłumaczyło podłożenie bomby pod uczęszczany przez chińskich turystów klasztor Erawan w centrum miasta. Możemy więc odetchnąć z ulgą, że to nie były porachunki z Europą przerażającego nas Państwa Islamskiego, które dewastuje przemysł turystyczny w Afryce Północnej?

Możemy. Ale zamiast tego lepiej się zastanowić w jakim świecie dziś żyjemy.

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że świat jest racjonalny, a gigantyczne dochody z turystyki są czymś w rodzaju naszego immunitetu. Jesteśmy nietykalni, bo przynosimy pieniądze krajom spragnionym świeżej gotówki. Do niedawna obie strony obowiązywała niepisana umowa: my nie wtrącaliśmy się w sprawy krajów, które nas gościły, a w zamian turyści mieli zagwarantowaną nietykalność i ochronę. Afryka, Karaiby, czy Azja… wszystko jedno. Kto by tam nie rządził, zawsze potrzebował dochodów z turystyki. To poczucie naszego samozadowolenia, splendid isolation turysty w targanym wewnętrznymi konfliktami kraju, właśnie się skończyło.

To ironia losu, że w czasach największego rozkwitu i dostępności turystyki, coraz więcej krajów na turystykę się zamyka. Z woli własnej (jak Katalonia), czy też z powodu napływu nielegalnych imigrantów (Grecja, Bałkany) albo z uwagi na konflikty zbrojne, w których turyści są celem i żywą tarczą.

Świat nie jest Disneylandem z plastikowymi piratami i baśniowymi niebezpieczeństwami. Zresztą nigdy nie był bezpieczną piaskownicą dla przerośniętych dzieci. Tak go postrzegaliśmy, bo było nam z tą myślą wygodnie. Zamykaliśmy oczy na konflikty rozgrywające się za strzeżonym ogrodzeniem resortów all inclusive. Te wojenki nas nie dotyczyły. Może powinniśmy jednak wrócić do lektury reportaży Ryszarda Kapuścińskiego? Może powinniśmy jeździć mniej, ale za to bardziej świadomie?

Zabójcza dla turystyki będzie sytuacja, w której wszelkiego rodzaju terroryści przekonają się, że zabicie obcokrajowców gwarantuje rozgłos i przyciągnie uwagę mediów. Turyści są łatwym celem. Wyróżniają się w tłumie, nie znają lokalnych tradycji, języka. Obcego łatwo namierzyć i zabić. Bez sentymentów. Ale z drugiej strony zbliżenie kultur pomaga rozładować tykającą bombę wojny światowej. Jeśli przestaniemy podróżować, zwyciężą warlordowie, a wiele krajów znajdzie się błyskawicznie na krawędzi bankructwa. Oczywiście te miejsca, gdzie niebezpieczeństwo jest realne, a sytuacja wyrwała się spod kontroli władz, trzeba stanowczo omijać. Ale może warto dać szansę tym krajom, które do tej pory nie były w pierwszej turystycznej lidze? Nasza premia za bezpieczeństwo i „normalność” byłaby dla nich wspaniałym prezentem, a nam poszerzyłyby się horyzonty.

Related News

Comments are closed

© 2014-2016 TURYSTYKA24

Close