Beskidy droższe od Alp – raport Travelplanet.pl

Travelplanet.pl – największy polski turystyczny multiagent opublikował raport, z którego wynikają niepokojące wnioski dla hotelarzy w polskich górach.

Nie dość, że tegoroczna kapryśna aura nie rozpieszcza właścicieli hoteli, pensjonatów i narciarskiej infrastruktury, to kolejną złą wiadomość przynosi im raport Travelplanet.pl: świadomy, nastawiony na czynne uprawianie narciarstwa turysta, pownien w tym roku wyjechać w Alpy.
Dwutygodniowe ferie w województwach: mazowieckim, dolnośląskim, zachodniopomorskim i opolskim, zaczynają się 19 stycznia (de facto już w sobotę 17 stycznia). W Alpach to tzw. niski sezon, gdzie można wykupić zimowe wakacje z karnetem w cenie pobytu. Nominalnie mogą być one niewiele droższe niż w Polsce. Uwzględniając narciarską ofertę – nawet kilka razy tańsze.
Eksperci Travelplanet.pl porównali koszty dojazdu i pobytu w pierwszym terminie ferii w polskie góry oraz Alpy. Ferie w kraju to wydatek rzędu 1500 – 1800 zł na osobę, wypad na włoskie lub austriackie stoki kosztuje od 2000 zł do ok. 3000 zł. Gdy jednak porównamy np. tygodniowy pobyt w Zieleńcu w trzygwiazdkowym hotelu ze śniadaniami i obiadokolacjami oraz 6 dniowym karnetem z takim samym wyjazdem w Dolomity, okaże się, że wypad do Włoch jest tylko nieco ponad 200 zł droższy.

W Alpach w tzw. niskim sezonie karnet gratisowo lub za niewielką dopłatą do pobytu dokłada wiele ośrodków. W Polsce taka oferta praktycznie nie ma miejsca, dlatego do kosztów szusowanie trzeba dorzucić jeszcze cenę karnetu, a te w Polsce wcale nie są tanie – Radosław Damasiewicz, dyrektor marketingu i e-commerce Travelplanet.pl.

Gdy porównać ceny karnetów w Polsce, zwłaszcza te które proponują Polskie Koleje Linowe (Zakopane, Jaworzyna Krynicka) z cenami skipassów w ogromnych regionach narciarskich w Alpach (ok. 180 – 250 euro za 6 dni) to okazuje się że Polacy potrafią liczyć. Wolą zapłacić ok. 800 – 1000 zł za tydzień szusowania po setkach kilometrów nartostrad niż wydać 500 – 650 zł ale mieć za te pieniądze do dyspozycji raptem kilka – kilkanaście kilometrów tras.
Najprostszym miernikiem opłacalności wyjazdu do danego resortu narciarskiego jest ogólna długość tras, jaką mamy do dyspozycji na jeden karnet. Im ich więcej, tym mniejszy na nich tłok, tym krótsze kolejki do wyciągów itp. Od kilku lat eksperci Travelplanet.pl obliczają tzw. Narciarski Wskaźnik Opłacalności (NWO). Mówi on o tym ile płaci narciarz za kilometr przejechanej nartostrady.

NWO w wypadku polskich stoków w drugiej połowie stycznia wynosi od 45 zł w Szczyrku do ponad 190 zł na Jaworzynie Krynickiej.  Tymczasem w Alpach za kilometr przejechanej nartostrady płacimy od ok. 10 zł (Dolina Aosty) do ok. 40 zł (Gerlitzen Alpe) – przytacza dane  Radosław Damasiewicz.

Polskie ośrodki walczą o narciarzy ceną nominalną i odległością od miejsca zamieszkania. Jednak w odróżnieniu od mieszkańców Łodzi, Warszawy czy północy Polski, w wypadku mieszkańców Wrocławia, Katowic, Krakowa, Poznania te kalkulacje zmieniają się zasadniczo. Wyjazd w Dolomity to nie 1300 km za kółkiem lecz ok. 1000 – 1100, Austria to podróż na dystansie ok. 700 – 800 km, spod domu niemal do samego celu podróży autostradami.
Najgorsze jest to, że wszelkie próby poprawienia tego bardzo niekorzystnego dla Polski bilansu, są torpedowane przez potężne lobby biurokratyczne w przedsiębiorstwie Lasy Państwowe. Utrącono m.in. pomysł stworzenia największej w Polsce stacji narciarskiej w Beskidach – 7 Dolin (pisaliśmy o tym TUTAJ).
Cała nadzieja w turystach, którzy zimowe ferie traktują mniej sportowo, a bardziej towarzysko. Dla nich uboga oferta narciarska nigdy nie będzie problemem, a spacer po Krupówkach i możliwość zabawy w swojskich klimatach, z powodzeniem zastąpią szaleństwa na stoku i alpejskie Apres Ski.

Related News

Comments are closed

© 2014-2018 TURYSTYKA24