Dzikie Pola – felieton redaktora naczelnego

Konflikt na Ukrainie zmierza w stronę sytuacji, w której wszystkie możliwe rozwiązania są złe. Na długie lata musimy zapomnieć o wakacjach na Krymie. A to jeszcze nie jest najgorszy możliwy scenariusz.

Z przejęciem Krymu przez Rosję już wszyscy się chyba pogodzili, ale nie oznacza to wcale powrotu do turystycznego status quo ante, tylko ze zmienioną flagą. Świat zachodni nie będzie umierał za Krym, ale nie będzie również dawał Rosji na Krymie zarobić. Z półwyspu wycofały się zachodnie firmy. VISA i MasterCard nie autoryzują transakcji kartami. Rosyjski patriotyzm nie okazał się na tyle silny, by skłonić rodaków do gremialnego spędzania wakacji w opuszczonych krymskich ośrodkach. Do tego dochodzą problemy z wodą (która dociera z terytorium Ukrainy) i rolnictwem. Za parę lat może się okazać, że Krym będzie pustynią. Rosyjską pustynią.
Pyrrusowym zwycięstwem może być także wiktoria prorosyjskich separatystów w Donbasie i Ługańsku. Już dziś Rosjanie, poza oficjalną propagandą, nazywają te tereny „Donbabwe” i „Ługanda”. Destabilizacja ukraińskiego pogranicza udała się znakomicie. Ale przyciągnięcie bogatego w węgiel Donbasu i rosyjskojęzycznych kresów Ukrainy zamiast blitzkriegu, przerodziło się w typową dla tych terenów, opisywaną jeszcze przez Sienkiewicza wojnę – niewojnę.
Dzikie Pola to był po prostu kawał stepu, gdzie żadna oficjalna władza nie sięga. Zbiegli więźniowie, czy chłopi pańszczyźniani, którzy mieli już dość swego losu, budowali tu własne społeczności, rządzące się swoimi prawami. Step przemierzały hordy rabusiów, zagony tatarskie, czasem regularne armie różnych krajów. Nikt nikomu nie ufał. Zasypiając, nie miał pewności, że się obudzi. Okrucieństwo i determinacja, sprawność w posługiwaniu się bronią, chytrość i bezwzględność – to były cechy, które na Dzikich Polach pozwalały pożyć nieco dłużej.
Te czasy wróciły.
Dla miejscowych, takie życie to nie nowina. Ale zarówno dla „zwykłych” Rosjan z Petersburga i Moskwy, czy Ukraińców przesiadujących na co dzień w secesyjnych kawiarniach Lwowa i Odessy, Dzikie Pola, w które wsiąknie każda ilość krwi, to miejsce, za które coraz mniej osób będzie chciało umierać. Rosjanie już wiedzą, że próba przeorania Ukrainy na pół, przebicie się lądem na Krym i dalej, do czekającego na Armię Czerwoną jak na zbawienie komunistycznego skansenu Naddniestrza, nie powiedzie się. Zbyt duże byłyby ofiary. Jeśli nawet nie podczas samego ataku, to później podczas wprowadzania „stabilizacji”. To już nie są czasy, w których jeden ruch cybuchem fajki wodza mógł przesuwać narody jak pionki na szachownicy. Zachód, nawet jeśli militarnie nie kiwnie palcem, to może boleśnie dopiec Rosji sankcjami gospodarczymi.
Dla Ukrainy wojna – niewojna z Rosją, to przełomowy moment w historii. Konsolidacja „kraju dwóch narodów”. Kto się czuł Rosjaninem, walczy dziś w szeregach separatystów ostrzeliwując z podarowanych przez Rosję wyrzutni autobusy i samoloty. Kto jest Ukraińcem, nawet jeśli ojczysty język zna słabo, walczy przeciwko „zdrajcom” i rosyjskim „interwentom”. Strat w infrastrukturze w Doniecku i Ługańsku nikt już nie liczy. Bogaty, przed tą wojną region, dziś leży w gruzach.
Rosja chciała wziąć „co jej się należy” i dać prztyczka w nos niepokornym „słowiańskim braciom”, jak jeszcze do niedawna w oficjalnej propagandzie pisano o Ukraińcach. Zamiast tego oddzieliła się od Zachodu morzem krwi i nienawiści. A w Ukraińcach będzie miała zapiekłych wrogów, przy których polska rusofobia wydaje się zabawą przedszkolaków. Jedno jest pewne: przewodniki po Wschodniej Ukrainie raczej już nie będą aktualne. Ale to problem dla niewielkiej grupki osób. Bo turystycznie do Doniecka jeżdżą teraz jedynie korespondenci wojenni. I to się szybko nie zmieni.

fot. Pusta plaża w krymskim kurorcie/euromajdanpress

Related News

Comments are closed

© 2014-2016 TURYSTYKA24

Close