Innsbruck stawia na młodych

W Warszawie reprezentujący Innsbruck Guido Vianello,  podsumował dla dziennikarzy zakończony właśnie sezon zimowy w stolicy Tyrolu. Z jednej strony – niewątpliwy sukces, zwłaszcza na polskim rynku. Ogólny wzrost Innsbruck zanotował na poziomie 5%, ale Polaków przybyło już 10 % więcej niż w ubiegłym roku. Czemu więc przedstawiciele Austrii mieli zafrasowane miny?

Wydawałoby się, że ta praca, to samograj. Trudno wyobrazić sobie coś lepszego niż promowanie regionu, o którym słyszeli wszyscy, a infrastruktura turystyczna należy na najlepszej na świecie. A jednak przedstawiciele resortu turystyki mają powody do niepokoju. Innsbruck się dusi. Brakuje miejsca na nowe hotele i pensjonaty. Miasto otoczone przez góry i parki narodowe, nie ma możliwości nieograniczonego rozwoju. W dodatku w samym centrum powstają nowe budynki uniwersyteckie, choć o campusie jakoś nie słychać. Już teraz co piąty mieszkaniec miasta jest studentem. To między innymi dzięki temu Innsbruck szczyci się najzdrowszą populacją w Europie. Młodzi i wysportowani są wizytówką miasta, ale to tylko jedna strona medalu. Ściąganie tu zarówno studentów, jak i turystów może spowodować wzrost cen. Chyba, że… uda się tak rozbudować sieć transportu publicznego, że mieszkanie w małych wioskach otaczających Innsbruck, przestanie być problemem. Na to właśnie rozwiązanie postawili Austriacy.

Stolica Tyrolu, szczególnie latem, jest miastem kosmopolitycznym. Choć wciąż największa liczba turystów przyjeżdża z samej Austrii, to letni festiwal orleańskiego jazzu przyciąga fanów z całego świata. Jednym z najmocniej promowanych pomysłów są wycieczki z przewodnikami górskimi (darmowe wyprawy o różnym stopniu trudności wyruszają codziennie kolejką spod zaprojektowanej przez Zahę Hadid stacji kolejki na Nordkette – uczestnicy mogą też za darmo wypożyczyć górskie buty).

Coraz większą popularnością cieszy się Innsbruck jako cel wypadów typu citybreak. Oferta kulturalna, kluby i koncerty przyciągają równie mocno, co zakupy w największym salonie Swarovskiego. Ten sklep, to żelazny punkt programu wycieczek objazdowych turystów z Państwa Środka. Statystyczny Chińczyk wydaje w salonie Swarovskiego 2,5 tysiąca euro, ale rzadko korzysta z innych atrakcji miasta. Za to Hindusi tłumnie odwiedzają stolicę Tyrolu, podróżując śladami słynnych bollywoodzkich produkcji. Studio filmowe w Innsbrucku, to mekka filmowców z Najliczniejszej Demokracji Świata. Hindusi, w przeciwieństwie do Chińczyków, lubią posiedzieć w kawiarniach, pobawić się w klubach i wędrować całymi rodzinami po turystycznych szlakach.

Ważnym elementem promocji miasta są karty turystyczne, które uprawniają do darmowego transportu w całym regionie, wolnego wstępu do wszystkich muzeów i wjazdów kolejkami linowymi. W założeniu ma to dać szansę na aktywne i ciekawe spędzenie urlopu członkom rodzin, którzy nie mają ochoty bądź zdrowia, by uprawiać narciarstwo, czy wędrówki górskie. Nieprzypadkowo cena – 33 euro dziennie, odpowiada wartości najpopularniejszych skipassów. Gdy część rodziny szaleje na nartach, czy wspina się na via ferrata, inni mogą zwiedzać muzea, czy podróżować po okolicy. A na obiad wspólnie zasiądą w jednej z restauracji, na górskich halach.

Jeśli chodzi o turystów z Polski, obserwuje się wzrost przyjazdów indywidualnych. Mniej chętnie korzystamy z pośrednictwa biur podróży, a coraz śmielej sami planujemy swoje wakacje. Weekend w Innsbrucku często jest etapem podróży na południe Europy. Może dlatego, że jedynie 30 kilometrów dzieli miasto od granicy z Italią, a w niecałe cztery godziny można dotrzeć do Mediolanu czy Wenecji.

Related News

Comments are closed

© 2014-2018 TURYSTYKA24