Jestem/nie jestem Charlie to fałszywa alternatywa

Brutalne zabójstwa w paryskiej redakcji „Charlie Hebdo”, czy jeszcze większy koszmar, który dzień później spotkał dwa tysiące mieszkańców miasta Baga w Nigerii łączy jedynie religia sprawców. Tu i ówdzie słychać nawoływania do globalnej rozprawy z wojującym Islamem. To by była decyzja fatalna nie tylko dla turystyki, ale w ogóle dla ludzkości.

W Galerii Średniowiecznej Muzeum Narodowego w Warszawie stoi niepozorna, może metrowej wysokości, drewniana figura. Pochodzi z XV-wiecznej Hiszpanii i jest niezwykła. Przedstawia starotestamentowego proroka Dawida w stroju chrześcijańskiego króla i z muzułmańskim rebekiem („dziadkiem” skrzypiec) w dłoniach. Jest dowodem na to, że na bazie sztuki możliwa była współpraca, a nawet wymiana kulturowa pomiędzy Żydami, chrześcijanami a muzułmanami. Ledwie sto lat później ten posąg powstać by już nie mógł.

W 1492 roku Izabela Kastylijska i Ferdynand II Aragoński pokonali kalifat Granady i jednym pociągnięciem pióra wyrzucili z Hiszpanii zarówno muzułmanów, którzy żyli na europejskiej ziemi przez osiem wieków, jak i Żydów, którzy mieszkali tam jeszcze dłużej. „Ostateczne rozwiązanie” stało się faktem. Europa zawsze była wielokulturowa i z tego dziedzictwa czerpała swoją siłę. Na obszarze, który mógłby wsiąknąć we fragmencik azjatyckiego stepu, afrykańskiej pustyni czy amerykańskiej prerii, rozwijały się dziesiątki kultur, języków, stylów architektonicznych, koncepcji filozoficznych i religijnych. Wędrówki ludów, wojny, rewolucje… Przeszliśmy przez to wszystko i dziś już mniej więcej wiemy, co popycha nas do przodu, a co blokuje. Do przodu idziemy, gdy nie kitłasimy się we własnym sosie. Gdy wypływamy na morze, zapuszczamy się w nieznane przestrzenie Jedwabnym Szlakiem, wyprawiamy się do Outremer po cytryny i mandarynki. Gdy kombinujemy jak się jada ziemniaki (to zielone? a może te dziwne bulwy?), obok kapusty sadzimy pomidory, zachwyca nas kakao, kawa i herbata, cukier, czy susz z ostrokrzewu paragwajskiego. Przyswajamy sobie jedwab, papier i cyfrę zero, czytamy pisma poetów i filozofów, którzy nie mieli pojęcia o naszym Bogu, znosimy niewolnictwo i uchwalamy konstytucje, z których wynika, że wszyscy ludzie są równi i że powinni być traktowani jak nasi bracia. Blokuje nas ksenofobia, nieufność, zasklepianie się w monolitycznym społeczeństwie, pilnowanie granic, utrudnianie „obcym” dostępu do naszej kultury, nietolerancja, pycha i ścisłe stosowanie „odwiecznych” reguł, które tak naprawdę nigdy „odwieczne” nie były.

Po paryskich zamachach znaczna część Europejczyków, w dowód solidarności z zabitymi karykaturzystami, podniosła plansze z napisem „Je suis Charlie”. To oczywiście odblask słynnego gestu JFK w Berlinie w 1963 roku, wobec zamkniętych za murem Niemców i gestu, którego ogromnie zabrakło w czasie II Wojny Światowej, gdy Niemcy na masową skalę mordowali Żydów.
Wszystko w porządku, jeśli po chwilowym wzburzeniu, odłożymy ten dowód solidarności do skarbnicy naszej pamięci. Gorzej, jeśli stanie się to naszym drogowskazem i będzie nam podpowiadać jak układać sobie stosunki z Islamem.
Bo tak, jak większość muzułmanów nie identyfikuje się z islamskimi organizacjami terrorystycznymi, tak reprezentantem świata Zachodu nie powinien być satyryczny magazyn „Charlie Hebdo”. Teraz, gdy opadł już kurz po wielkich demonstracjach w sercach zachodnich miast, można to już chyba powiedzieć. Ten typ poczucia humoru ma pełne prawo egzystencji na marginesie naszej cywilizacji, ale nie jest tej cywilizacji najwyższą formą. Ostra polaryzacja i dosłowne tłumaczenie gestu „Je suis Charlie” może doprowadzić do tragedii, w której dwa ekstremalne i zupełnie marginalne nurty, staną się mainstreamem i każdy będzie musiał się opowiedzieć po jednej, lub po drugiej stronie. To byłby koniec turystyki, wymiany kulturalnej i niewyobrażalny exodus muzułmańskiej społeczności z Europy do Azji i Afryki. „Ostateczne rozwiązanie” na miarę Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego z 1492 roku śni się na pewno wielu prawicowym liderom, ale gdyby do tego doszło dzięki wzięciu na sztandary męczenników z anarchizującego tygodnika, to byłby zbyt ironiczny chichot historii.

Related News

Comments are closed

© 2014-2017 TURYSTYKA24

Close