Kontrowersyjne podróże dzieł sztuki

British Museum wysłało do Petersburga wykradziony z ateńskiego Partenonu posąg. Grecja protestuje i domaga się zwrotu dzieł sztuki.

Dyplomatyczne faux pas? Prowokacja? Złamanie nałożonych na Rosję sankcji? A może po prostu dowód przyjaźni dwóch wielkich muzeów? Sami Brytyjczycy mają wątpliwości co do słuszności decyzji dyrektora British Museum Neila McGregora. Londyńskie gazety z upodobaniem cytują Lorda Byrona, który w 1812 roku zgrabnie zrymował po łacinie: „Quod non fecerunt Gothi, fecerunt Scoti” („Czego nie zniszczyli Goci, to zdewastowali Szkoci”). Miał na myśli Thomasa Bruce’a, czyli Lorda Elgina, ambasadora brytyjskiego na dworze Otomańskim, który w 1801 roku uratował (to oczywiście wersja niektórych Brytyjczyków) lub ukradł (tak mniej więcej nazywa to reszta świata) piękne marmurowe rzeźby i fragmenty architektoniczne z ateńskiego Akropolu. Grecy od 150 lat bezskutecznie domagają się zwrotu zagrabionych dzieł sztuki. Do tej pory Brytyjczycy twardo odmawiają, motywując to delikatną naturą posągów z przed 2500 lat. Podróż z Londynu do Aten mogłaby im zaszkodzić, co naraziłoby światowe dziedzictwo kultury na niepowetowane straty.
Wypożyczenie do Ermitażu na miesiąc bezgłowego torsu boga rzeki Ilissosa nie budziło jednak żadnych obiekcji dyrektora muzeum.
McGregor używa przy tym niemal tych samych argumentów co Lord Elgin dwieście lat temu. Wtedy „zabezpieczenie” marmurów i przewiezienie ich do Londynu, miało ochronić je przed zgubną obojętnością władających Grecją Turków (rzeczywiście, Partenon służył im jako magazyn amunicji). Dziś Brytyjczycy są zatroskani zanieczyszczeniem powietrza w Atenach. Takie stężenie spalin mogłoby po prostu zniszczyć delikatne rzeźby. W Petersburgu powietrze jest najwyraźniej zdrowsze.
Muzea niechętnie pozbywają się swoich skarbów, nawet na chwilę. Kilka tygodni temu sporym echem obiła się decyzja dyrektora Muzeum Narodowego w Gdańsku, który zgodził się, a potem zmienił zdanie i nie pozwolił na wywiezienie na wystawę do Rzymu słynnego późnogotyckiego „Sądu ostatecznego” Hansa Memlinga. Dzieło to miało być największą atrakcją retrospektywy artysty we Włoszech. Pikanterii dodawał fakt, że Memling namalował tryptyk na zamówienie włoskiego rodu Medici, a w Gdańsku obraz znalazł się za sprawą rabunku, którego na morzu dokonali gdańscy piraci. Włochom bardzo zależało na tym, by po niemal sześciu wiekach sprawiedliwości stało się za dość, i obraz przybył do Italii. Gdy gdańskie Muzeum Narodowe wycofało się z tego projektu, rozczarowanie nad Tybrem było ogromne.
Bywają jednak sytuacje, gdy dla bezcennych dzieł sztuki podróż jest jedynym ratunkiem. W 1959 roku prezydent Egiptu Gamal Abdel Nasser podjął decyzję o wybudowaniu zapory na Nilu. Polscy archeolodzy w wiosce Faras, która miała wkrótce zniknąć pod powierzchnią wielkiego jeziora, odkryli wczesnośredniowieczną chrześcijańską katedrę. Połowa uratowanych malowideł ściennych o wartości ok. 300 milionów ówczesnych dolarów (dziś to pewno będzie dziesięć razy więcej) trafiła do naszego kraju. W taki sposób warszawskie Muzeum Narodowe stało się depozytariuszem największej w Europie kolekcji wczesnochrześcijańskiej sztuki nubijskiej.
W zeszłym roku, także w MNW, pokazywano dzieła mistrza włoskiego baroku – Guercina. Obrazy w ciągu czterystu lat tylko raz opuściły maleńkie miasteczko Cento koło Bolonii, gdy ukradł je Napoleon Bonaparte. Po klęsce cesarza, powróciły do kościołów regionu Emilia. Aż do wielkiego trzęsienia ziemi, które w maju 2012 roku zniszczyło większość budynków. Bezdomna kolekcja obrazów ruszyła w światowe tournee.
Po świecie krążą też, całkiem oficjalnie, obrazy najdroższego malarza abstrakcjonisty – Marka Rothko. Kolekcja, podarowana po śmierci artysty muzeum w Waszyngtonie, zgodnie z wolą rodziny, jest udostępniana publiczności na całym świecie, przyczyniając się w ten sposób do popularyzacji dzieł sztuki nowojorskiego malarza. Obrazy podróżują w specjalnych skrzyniach, a nad wszystkim czuwa firma ubezpieczeniowa. Bo wędrówki dzieł sztuki, to ogromny biznes, który wszystkim się opłaca. Zysk mają zarówno muzea, które pożyczają, jak i te, które swojej publiczności je udostępniają. Kuratorzy, ochroniarze, wyspecjalizowani transportowcy i wreszcie – zwiedzający.
Jednak zdarzają się sytuacje, takie jak w przypadku marmurów Partenonu, że nie wszyscy są zadowoleni z kierunku, w którym dzieła sztuki pojechały. Grecy woleliby gościć Ilissosa u siebie. I pewno ich gościnność byłaby nieskończona…

Related News

Comments are closed

© 2014-2016 TURYSTYKA24

Close