Matejko umrze w sobotę. Kto się cieszy?

Kłuł w oczy, jak bar mleczny w dzielnicy eleganckich wysokościowców. „Matejko” – tani pociąg Przewozów Regionalnych pomiędzy Warszawą a Krakowem, znika z rozkładu jazdy. Zastąpi go Pendolino. Z trzy razy droższymi biletami.

To nie jedyna zmiana w rozkładzie jazdy. Logicznym by było, gdyby taniego „Matejkę” zastąpiły droższe jedynie o sześć złotych pociągi TLK. Ale nie po to PKP kupowały Pendolino, żeby podróżni łamali sobie głowę, czy jechać z Warszawy do Krakowa za 60 złotych w cztery godziny, czy za 150 złotych o godzinę krócej. Władze spółki postanowiły ten dylemat same rozwiązać i dlatego w godzinach szczytu, pomiędzy dwoma królewskimi miastami będą jeździły wyłącznie pociągi InterCity i EIP (Ekspres InterCity Premium, czyli – Pendolino). TLK z Krakowa do Warszawy pojedzie rano tylko o 5 i o 11. „Matejko” został zlikwidowany, bo konkurencyjna dla InterCity i TLK firma Przewozy Regionalne, nie porozumiała się z PKP (właścicielem InterCIty i TLK) w sprawie godzin odjazdów. Zaproponowane terminy – godzina 13 i 19, są najtrudniejsze do sprzedania. Pociągi o tej porze jeżdżą niemal puste. Przewozy Regionalne nie chciały generować strat, więc odpuściły.
Czy to oznacza, że pasażerowie korzystający do tej pory z tanich połączeń, nagle sięgną głębiej do kieszeni?
Niekoniecznie. A przynajmniej nie od razu. Bariera 150 złotych dla wielu będzie nie do przekroczenia. Ci przesiądą się do Polskiego Busa. Albo bardziej operatywni zwołają się przez serwisy społecznościowe, by wspólnie pojechać samochodem osobowym. Jest też Bla-Bla Car. Reszta, zgrzytając zębami, zapłaci. W końcu jest to jednak, jak by nie patrzeć, odrobinę taniej, niż jazda własnym samochodem. No, chyba, że jedziemy w dwie – trzy osoby. Wtedy zdecydowanie opłaca się ruszyć w podróż autem.
Wydawałoby się, że w interesie całego państwa jest ograniczanie ruchu samochodowego (spaliny, wypadki, zniszczone drogi, korki, czas przejazdu), ale z drugiej strony nie ma się co obrażać na rzeczywistość. PKP, to nie PRL-owskie PKO. Spółka ma przynosić zyski akcjonariuszom, a nie realizować szczytne cele społeczne. Zresztą może dzięki takiej polityce przejazdy pociągiem staną się sprawą elitarną. Nie będzie już w pociągach takich scen, jakie opisywaliśmy TUTAJ.
300 kilometrów, pomiędzy Krakowem a Warszawą, to fatalna odległość. Trochę za mało na to, żeby opłacało się latać samolotem. Bez autostrady, czy porządnej ekspresówki cztery godziny w aucie, raczej do przyjemności trudno zaliczyć. Pociągiem jest drogo.

Może więc jednak, skoro już ruszamy w drogę, wybrać się gdzieś dalej? Na przykład do Turcji, która znosi wizy dla Polaków.

Related News

Comments are closed

© 2014-2017 TURYSTYKA24

Close