Pucheroki

W Niedzielę Palmową czyli Kwietną,w podkrakowskich wioskach Bibice, Zielonki, Trojanowica, Modlnica i Skotniki pojawiają się chłopcy ubrani w kożuszki wywrócone włosiem na zwnątrz i przepasane powrósłami ze słomy oraz wysokie, spiczaste czapki przystrojone pękiem kolorowych wstążek. Twarze mają wysmarowane sadzą. W rękach drewniane laski i koszyki wyłożone sianem. Stukają wytrwale do drzwi i okien aż im gospodarze otworzą.

A otwiera każdy, bo pucherok źle potraktowany może być groźny, o czym lojalnie uprzedza w swej oracji;

– „A jak mi nic nie docie,
to mnie pogniwocie,
i wom wszystkie garnki porozbijom,
co je w izbie i na płocie mocie…”

Wygłaszają gospodarzom krotochwilne wierszyki i proszą o drobne datki lub prezenty. Pucheroki żartobliwie obiecują;

“A jak mi docie jajek pięć,
to bedę wasz zięć”

Kładą im gospodynie do koszyków po parę jajek, kawałek ciasta czy kiełbasy albo i parę groszy. Nikt się nie złości, nie uważa ich za natrętów. Każdy bowiem z mieszkańców albo sam był pucherokiem, albo ma w rodzinie umorusanego pucheroczka.
Tradycja ta ma już kilkaset lat. Na początku XVII-go wieku istniała w Bibicach szkoła. Jej uczniowie (nazwa pucheroki pochodzi od łacińskiego puer – chłopiec) odwiedzali w ten dzień dom po domu bawiąc gospodarzy zabawnymi oracjami i strojami. Tradycja ta przetrwała do dzisiaj. Przekazywane z pokolenia na pokolenie zabawne oracje zna tu każde dziecko.
Obecnie tradycję podkrakowskich pucheroków kultywuje Gminny Dom Kultury w Bibicach, w którym po obejściu okolicznych domów spotykają się zespoły pucheroków, żeny wziąć udział w konkursie na najciekawszą i najzabawniejszą orację.

Pucheroki to echo dawnych żaków, którzy od czasów średniowiecza stanowili barwny choć czasem kłopotliwy element krakowskiej mozaiki społecznej. Nie mieli oni łatwego życia – obowiązywała ich ścisła dyscyplina, spartańskie warunki mieszkaniowe na bursach, a nauka trwała od świtu do zmierzchu. Największą jednak przeszkodą nie były warunki zewnętrzne ale wysokie koszta nauki. Jeżeli rodzina nie była nazbyt bogata, lub nie udało się znaleźć dobrodzieja, który zgodził się finansować naukę syna, studia na akademii były niezwykle trudne, głodne i chłodne. Wielu ubogich żaków, aby podołać trudom utrzymania, zmuszonych było do chodzenia po prośbie.
A że krakowscy mieszczanie, często niepokojeni ich wybrykami często nie otwierali im drzwi – krakowscy akademicy w swych podróżach „po prośbie” często wyruszali do okolicznych podkrakowskich wsi. Tak zrodziła się tradycja – kiedy nadchodziły Święta Wielkanocne, a stoły mieszczan i kmieci pełne były dobrego jadła, żacy wzmagali swą aktywność. Krążyli w grupach, przebierali się dziwacznie i wędrowali do domów i kościołów gdzie recytując wierszyki składali świąteczne życzenia, oczekują oczywiście w zamian datków. Z czasem tradycja ta związała się z jednym tylko dniem – z kwietną niedzielą, czyli niedzielą palmową.

SONY DSC

Zdjęcia: Grzegorz Micuła

Related News

Comments are closed

© 2014-2018 TURYSTYKA24