Samolot słoneczny. Przełom, czy ślepa uliczka?

Dziś, w podróż dookoła świata wyruszył samolot o napędzie słonecznym Solar Impulse 2. To lot eksperymentalny, ale rewolucja, która kompletnie zmieni branżę turystyczną jest już bardzo blisko.

Zanim otworzymy szampana, a kraje opierające swoje budżety na eksporcie ropy naftowej (twoje zdrowie, Władymir!) podzielą losy potęg żyjących w Średniowieczu z wydobycia soli, najpierw kilka chłodnych faktów.
Solar Impuls 2, to raczej wielka ważka, niż jumbo jet. Rozpiętość skrzydeł ma wprawdzie całkiem sporą – 72 metry, niczym Airbus A380, ale głównie z tego powodu, że ich górną część pokrywa 17 tysięcy ogniw fotowoltaicznych. A podpięty do nich maleńki samolocik waży w sumie ledwie 2,5 tony, czyli jeden procent wagi porządnego samolotu pasażerskiego. Wiatr miota takim maleństwem jak chce. Dlatego podróż dookoła świata, liczącą 35 tysięcy kilometrów podzielono aż na 12 etapów i potrwa ona w sumie pięć miesięcy. Pierwszy „skok” z Abu Dhabi do Maskatu – stolicy Omanu pokona w tempie przypominającym pionierów lotnictwa sprzed stu lat. A głównym celem tej długiej podróży będzie promowanie czystej energii jako takiej, a nie lotów międzykontynentalnych samolotami słonecznymi.
Czy powinniśmy więc to wydarzenie zlekceważyć?
W żadnym wypadku.
Przemysł lotniczy już pracuje nad wykorzystaniem taniej energii do ograniczenia kosztów paliwa – i to jest bardzo dobra wiadomość. W ciągu paru lat – pewno prędzej niż później, doczekamy się samolotów hybrydowych, które z tradycyjnego paliwa będą korzystały podczas startu i lądowania, a po osiągnięciu wysokości przelotowej, zadowolą się darmową energią z ogniw słonecznych.
I tej rewolucji spodziewałbym się szybciej, niż równie ograniczającego koszty, samolotu bezzałogowego. Bo choć linie lotnicze przebąkują, że nie ma w zasadzie żadnego logicznego uzasadnienia, by w kabinie pilotów siedziało kilku świetnie zarabiających specjalistów, podczas gdy wszystkie kluczowe decyzje i precyzyjne manewry może – z korzyścią dla bezpieczeństwa – wykonać za człowieka komputer, to jednak pasażerowie lepiej się czują, gdy wiedzą, że za sterami siedzi ktoś, komu równie mocno jak im, zależy, by wylądować w jednym kawałku.

W przypadku źródła energii takich kontrowersji nie będzie. Bo czemu mielibyśmy bardziej ufać wydobytemu z głębi ziemi olejowi niż widocznemu zawsze na wysokości przelotowej słońcu?

Related News

Comments are closed

© 2014-2018 TURYSTYKA24