Sztuka (krótko) na Pradze

Francuski artysta – performer, Julien de Casabianca wieszając na ulicach i w zaułkach warszawskiej Pragi plakaty z reprodukcjami słynnych polskich obrazów z Muzeum Narodowego, chciał wywołać społeczny oddźwięk i pokazać czym jest sztuka. Udało mu się trochę za bardzo.

Kilka, w porywach do kilkunastu godzin. Tyle wisiały na murach Pragi plakaty Casabianki. Akcja, którą artysta z powodzeniem przeprowadził w „szemranych” dzielnicach Paryża, Barcelony i Nowego Jorku, w Warszawie zakończyła się totalną dewastacją wszystkich plakatów. Na ironię zakrawa fakt, że pomysł Francuza naprawdę warszawiaków zachwycił. Tłumy ludzi ruszyły, by zobaczyć „Hamleta polskiego” Jacka Malczewskiego, „Pomarańczarkę” Aleksandra Gierymskiego czy „Murzynkę” Anny Bilińskiej-Bohdanowiczowej w otoczeniu, które tym dziełom nadało całkiem nowy kontekst.

45.000 lajków i 650 tysięcy wizyt na naszej stronie internetowej! Wielkie podziękowania dla mieszkańców Warszawy. Podziękowania dla Polaków! – rozpływał się w zachwytach Julien po akcji ozdobienia uliczek prawobrzeżnej Warszawy. Kilka godzin później, na swoim profilu Facebookowym musiał się przyznać do porażki. Jego plakaty zdarto, dodatkowo pastwiąc się okrutnie nad kawałkami papieru. Krojono nożami twarze namalowane przez artystów, wściekle, z furią targano je, jakby komuś naprawdę bardzo zależało, żeby nic pięknego nie zakrywało brudu i liszajów na praskich murach.

Oczywiście szkoda, że ciekawy eksperyment skończył się tak szybko i w taki sposób. Pozostał niesmak. Ale z drugiej strony nie ma co wpadać w tony żałobne. To były tylko reprodukcje. Bardziej przypominały performance Banksy’ego niż wiszące w Muzeum Narodowym dzieła sztuki. Zniszczenie ich może złościć, ale nie jest stratą dla sztuki. A, że wśród dziesiątków tysięcy warszawiaków, którzy dzięki Casabiance zetknęli się ze sztuką, znalazło się paru wandali? No cóż, zaskoczenie to nie było. Bardziej cieszy to, że mnóstwo ludzi obejrzało ten happening streetartu i dzieliło się na profilach społecznościowych swoimi entuzjastycznymi recenzjami i wrzucali na Instagam zdjęcia.

Ziarno zostało zasiane. Pewno wandalom nie zadrżała ręka, i nie zadrży kolejny raz. Ale może choć zastanowią się, gdy będą sprayowali ściany obrzydliwymi bohomazami. A może nawet ktoś życzliwy powiem im, że plakaty, które zniszczyli, pochodzą z Muzeum Narodowego w Warszawie. I że wizyta tam mogłaby być również dla nich źródłem twórczej inspiracji.

Related News

Comments are closed

© 2014-2017 TURYSTYKA24

Close