Tomasz Jędrzejczak: minister na nowe czasy

To była bardzo kontrowersyjna nominacja. Nowy minister turystyki był przez większość branży turystycznej oceniany sceptycznie. Mijają dwa miesiące i powoli można zacząć oceniać pierwsze decyzje Tomasza Jędrzejczaka. Jest o czym rozmawiać.

TURYSTYKA24: Gdy obejmował Pan stanowisko podsekretarza stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki branża pytała: kim jest ten młody człowiek? Po sześciu tygodniach mówią o Panu „szeryf”, bo ostro wstawił się Pan za branżą w sprawie rozliczeń za bilety do muzeum Auschwitz. Ograł Pan Ministerstwo Kultury…

Tomasz Jędrzejczak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Sportu i Turystyki: To nie tak. Jestem negocjatorem i wiem jak rozmawiać z ludźmi, żeby nikt nie wstał od stołu z poczuciem przegranej. Postanowiłem działać szybko, bo dostałem sygnał od branży turystycznej, że wprowadzone nowe zasady wnoszenia opłat za bilety do muzeum Auschwitz są ogromnym kłopotem dla przedsiębiorców i organizatorów wycieczek. Usiedliśmy, spisaliśmy listę: punkt jeden, dwa, trzy… Od ręki udało się załatwić najważniejsze sprawy, a przede wszystkim możliwość bezkosztowego anulowania rezerwacji biletów na dwa tygodnie przed zwiedzaniem. Jest jeszcze parę rzeczy do ustalenia i poprawienia, ale najważniejsze, że obie strony zaczęły ze sobą rozmawiać. Sam byłem przedsiębiorcą, więc wiem, że najskuteczniejsza jest metoda małych kroczków, a nie wielka rewolucja.

Czy tak widzi Pan swoją rolę w resorcie turystyki? Jako negocjatora?

Będę pomagał tam gdzie mogę. Do pilnego załatwienia jest wiele spraw. Na przykład problem stawki 8,50 euro za godzinę pracy zawodowych kierowców przejeżdżających przez Niemcy. Albo synchronizacja działań Wrocławia – Europejskiej Stolicy Kultury, z branżą turystyczną. Jeszcze w tym tygodniu będę się spotykał z przedstawicielami branży hotelarskiej, a potem z przedstawicielami sektora Wellnes&SPA. Przede wszystkim staram się słuchać.

I wciąż Pan słyszy o sobie: „ten młody, niedoświadczony minister”?

Moi pracownicy wyglądają na dużo młodszych, choć metryki mają różne. Ta branża chyba odmładza. Ci, którzy zajmują się turystyką są zazwyczaj admiratorami życia. Wiek nie ma znaczenia. Proszę spojrzeć na Aleksandra Dobę, kajakarza, który jako pierwszy w historii samotnie przepłynął Ocean Atlantycki i zdobył tytuł Podróżnika Roku w plebiscycie National Geographic. Jaką on ma pogodę ducha i witalność! Chcę go zaprosić tutaj, do ministerstwa, na spotkanie.

Faktem jednak jest, że ma Pan dopiero 33 lata. Jak na ministra, to niewiele.

Były lider mojej partii, Waldemar Pawlak, w moim wieku był już premierem. A jeden z najlepszych ministrów w rządzie Donalda Tuska, a potem Ewy Kopacz – Władysław Kosiniak-Kamysz, jest ode mnie starszy jedynie o pół roku. Sam też nie jestem w polityce nowicjuszem. Miałem 31 lat, gdy zostałem sekretarzem stanu w kancelarii premiera.

Błyskawiczna kariera potrafi zawrócić w głowie.

Moja żona ostatnio mi powiedziała, że na szczęście nic się nie zmieniłem. Też tak myślę. Gdy rano się golę, widzę w lustrze tego samego Tomka, co zawsze.

A nie ministra? Jak to się w ogóle stało, że Pan objął ten resort? Pod koniec ubiegłego roku zadzwonił telefon i…

Nie, takich spraw nie załatwia się telefonicznie. To było spotkanie w cztery oczy. Dostałem propozycję.

I od razu powiedział Pan: „tak!”?

Najpierw zapytałem: co będzie z minister Sobierajską? Jestem lojalny. Zostałem zapewniony, że moja poprzedniczka dostała propozycję pracy na innym stanowisku w administracji państwowej. Dopiero wtedy zacząłem zastanawiać się poważnie nad objęciem resortu turystyki. Jako prywatny przedsiębiorca organizowałem imprezy, nieobce mi były zagadnienia MICE. Zanim powiedziałem „tak”, namyślałem się kilka minut. Z jednej strony czułem, że to ekscytujące wyzwanie: bo turystyka jest branżą, która przynosi Polsce 6% PKB. Z drugiej czułem ogromną odpowiedzialność. Co zdążę zrobić?

Bo wybory będą już w październiku. A po wyborach…

Odpowiedzialny polityk zawsze musi się starać, bo wybory są rodzajem plebiscytu. Mam cichą nadzieję, że w październiku uda się stworzyć nową koalicję z tych samych partii. Nie wiem kto będzie ministrem od listopada 2015 roku dlatego mojemu następcy nie chciałbym podrzucać wielu nowych rzeczy. Nie otwieram długich procesów legislacyjnych.

Nie będzie nowej ustawy o usługach turystycznych?

Będzie, ale nie w tej kadencji. I zaraz państwu wytłumaczę dlaczego. Ta ustawa jest bardzo potrzebna, bo obowiązująca, z sierpnia 1997 roku, powstawała w zupełnie odmiennej sytuacji gospodarczej, gdy nikomu się nie śniło o kupowaniu wycieczek w internecie, czy zakupach grupowych. Ale nie działamy w próżni. Nasze ustawodawstwo musi być dostosowane do przepisów unijnych. A właśnie teraz trwają w Brukseli prace nad nową dyrektywą w tej sprawie. Łotwa, która sprawuje w tym półroczu prezydencję, obiecała zakończyć prace w drugim kwartale. Zamiast uchwalać coś, co i tak trzeba będzie zaraz nowelizować, lepiej poczekać na rozwiązania unijne i zrobić to raz, a dobrze. Za jednym zamachem uchwalimy też ustawę o Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym. Po dwóch latach prac nad nim, trzeba było projekt wyrzucić do kosza, choć moja poprzedniczka zrobiła wszystko co się dało, żeby go uratować. Nie ma na szczęście tragedii bo mamy już na stole dwa projekty ubezpieczeniowe i czekamy tylko na sygnał z Brukseli.

Turyści powinni się zacząć martwić?

Bezpieczeństwo klienta usług turystycznych jest dużo większe niż w innych branżach. Jeśli deweloper, który buduje nam dom, ucieknie z naszymi pieniędzmi, musimy dochodzić sprawiedliwości przed zwykłym sądem. Nie ma żadnego funduszu gwarancyjnego. W turystyce jest pod tym względem lepiej.

Jeśli odkładamy na po wyborach ustawę o usługach turystycznych, to czym się Pan teraz zajmie?

Mam pomysł na dużą kampanię społeczną, którą roboczo nazwałem „szpilki na Giewoncie”. Chodzi o to, żeby turystom uzmysłowić, jak się zachowywać na urlopie, zarówno w kraju, jak i za granicą. Począwszy od prostych porad, jak się ubrać idąc w góry, przez obowiązkowe szczepienia przed wyjazdami w tropiki, po zasady unikania ryzykownych zachowań.

Może powinno się wprowadzić odpłatność za akcje TOPR i GOPR w górach? Wtedy turyści dwa razy zastanowią się, zanim zejdą ze szlaku, czy niefrasobliwie podejdą do niedźwiedzia?

Bardziej wierzę w edukację niż karanie za błędy. Ustawiam się w pozycji zwykłego człowieka, a nie strażnika. A zresztą każdy lekarz państwu powie, że lepiej i taniej jest zapobiegać niż leczyć. Jeśli zrobimy w mediach ciekawą i mądrą kampanię informacyjną, to na tym skorzystają i ludzie, i budżet państwa. Trzeba pamiętać o podstawowych rzeczach: Jeśli jedziesz za granicę, sprawdź kondycję biura podróży, poziom gwarancji, zadbaj o dobry ubiór, szczepienia, dowiedz się jaka jest tam flora bakteryjna. A na miejscu nie podejmuj niepotrzebnego ryzyka.

Co ma Pan na myśli?

Niedawno wstrząsnęła opinią publiczną historia polskiej pary spędzającej urlop w Portugalii. Usiłowali sobie zrobić „selfie” na krawędzi wysokiego klifu. Zginęli.

Przecież MSZ podaje na swoich stronach informacje o zagrożeniach w poszczególnych krajach.

Tak. I ludzie głównie – jeśli tam zaglądają – sprawdzają, czy w danym kraju toczy się wojna, jakie jest zagrożenie terrorystyczne i czy nie ma rekomendacji, żeby tam nie jeździć. Z własnego doświadczenia wiem, że mało kto „na zapas” uczy się wszystkich przydatnych informacji. Sam byłem w takiej sytuacji. Kiedyś na kilkanaście godzin utknąłem na lotnisku w jednym z krajów europejskich. Też nie znałem dokładnie wszystkich przysługujących mi praw. Sprawdzałem to na bieżąco przez internet. I tak dowiedziałem się, że po ośmiu godzinach oczekiwania należy nam się hotel. Informacyjna kampania społeczna w mediach powinna poruszać takie kwestie.

To spojrzenie z punktu widzenia turysty. A co Pan chce zaproponować branży turystycznej?

Rocznie odwiedza Polskę 16 milionów turystów. Chciałbym, żeby za parę lat było to co najmniej 20 milionów. W tym celu niezbędna jest odpowiednia promocja.

Polska miała w mediach światowych swoją kampanię.

Zanim zostałem politykiem, byłem marketingowcem. Dlatego wierzę w to, że powinno się zejść z pięknie brzmiących ogólników na poziom „produktowy”. Sam jestem trochę ofiarą tego myślenia. W pierwszym wywiadzie powiedziałem, że cała Polska jest super. A to niedokładnie tak działa. Najskuteczniejsza metoda promocji, to tzw. marketing szeptany, czy też – jak wolą w swoim żargonie mówić specjaliści – buzz marketing.

Czyli…

Przekonywanie w spotach telewizyjnych, czy na bilboardach, że Polska jest piękna będzie mniej skuteczne od słów zwykłego turysty, który po powrocie do swojego kraju, na pytanie „jak było na urlopie” odpowie konkretnie: „Byłem w Polsce i widziałem niesamowitą kopalnię soli w Wieliczce, piłem bardzo smaczne i tanie piwo na rynku w Krakowie, zachwyciłem się Gdańskiem i wpadłem do zabawnego Muzeum Żaby w Żabiej Woli pod Warszawą”. Takie rekomendacje są na wagę złota. Wszyscy powinniśmy się z tym zmierzyć i „sprzedawać” Polskę produktowo. Byłem ostatnio w Izraelu, gdzie pytano mnie co jeszcze można w Polsce zwiedzać oprócz cmentarzy? Gdzie można uprawiać triathlon? Jak u nas spędzać czas aktywnie?

Wędrówki po górach, morze, Mazury. Kto się może tak promować, ten się promuje. Reszta kraju nie ma z czym iść do turystów.

Prowadziłem szkolenia dla samorządowców w dziedzinie „wykorzystania zasobów”. Często od nich słyszałem: my nie mamy żadnych zasobów – ani gór, ani morza, ani wielkiego miasta. A przecież wszystko co jest wyjątkowe, można wykreować na atrakcję turystyczną. W Rawie Mazowieckiej stoi zamek książąt mazowieckich, w którym w XIV wieku rozegrała się tragiczna historia Siemowita III i jego żony Ludmiły. Podejrzliwy małżonek zamordował niewinną żonę na podstawie plotki o jej niewierności. Dwa wieki później angielski dramaturg William Szekspir na podstawie opisanej przez Janka z Czarnkowa legendy stworzył sztukę „Zimowa opowieść”. Można to świetnie sprzedać na świecie. Niektóre ROT-y naprawdę starają się promować region, ale nie myślą „produktowo”. To jak piękny sklep, który ma niezwykle atrakcyjne towary na witrynie, ale w środku nie ma ani sprzedawcy, ani kasy fiskalnej. I cała energia idzie w niewłaściwą stronę.

Jaka jest w tym przypadku Pana rola?

Chcę pokazać dobrą praktykę polepszyć komunikację pomiędzy ROT-ami i LOT-ami, żeby wymieniały się doświadczeniami, dzieliły dobrymi praktykami. Być mediatorem, podsuwać pomysły, łączyć ludzi ze sobą i z instytucjami.

Resort turystyki jest w gestii PSL. Zapytam wprost: co z tego mają polscy rolnicy?

Osiem tysięcy kwater turystycznych  i 80 tysięcy miejsc noclegowych w agroturystyce. 

Czy to mało, czy dużo?

O to można się spierać, ale w ostatnich latach w agroturystyce zmieniło się niemal wszystko. SPA&Wellnes, hotelarstwo i agroturystyka, to najbardziej intensywnie rozwijające się turystyczne obszary. Jeżeli gmina stawia na turystykę low-costową, to wójt powinien wspierać gospodarstwa agroturystyczne. A przedsiębiorcy mogą łączyć się w grupy konsumenckie. Jeszcze kawy?

Chętnie. A jaką kawę Pan pije? 

Najchętniej americano z odrobiną mleka, lub espresso. Nie ma nic piękniejszego, niż filiżanka kawy w słoneczny poranek, najlepiej gdzieś nad ciepłym morzem, z widokiem na marinę pełną jachtów.

Nad ciepłym morzem. Czyli nie u nas…

Nic na to nie poradzę, że najlepszą kawę mają we Włoszech. A z nad ciepłego morza mam najpiękniejsze wspomnienia, bo z żoną pojechaliśmy w podróż poślubną na greckie wyspy. Ale w Polsce uwielbiam Kołobrzeg, który w sezonie tętni życiem, jestem też zakochany w tajemniczym Dolnym Śląsku, naszpikowanym zamkami niczym Dolina Loary, kocham Zamość, ale również powoli odkrywam nowe świetnie usytuowane polskie hotele. Mamy się czym pochwalić i czym kusić zagranicznych turystów. I jeśli nie wydarzy się jakaś katastrofa: nie wybuchnie wulkan, nie będzie krachu finansowego czy wojna nie zbliży się do naszych granic, to 2015 rok będzie dla branży turystycznej naprawdę dobry. Turystyka lubi spokój i stabilizację. I tego nam wszystkim życzę.

Rozmawiali: Sergiusz Pinkwart i Magdalena Pinkwart, zdjęcia Grzegorz Micuła/Redakcja TURYSTYKA24

Minister Turystyki Tomasz Jędrzejczak i redaktor naczelny TURYSTYKI24 Sergiusz Pinkwart

Minister Turystyki Tomasz Jędrzejczak i redaktor naczelny TURYSTYKI24 Sergiusz Pinkwart

 

Related News

One Response

Leave a Reply
  1. kataryna
    Lut 25, 2015 - 11:54 AM

    Nareszcie dobry wywiad z ministrem, ktory da sie czytac, a nie belkot! Bez napastliwych pytan w kolko oto samo, co przeciez wiadomo, ze sie nie da zrobic i po co to drazyc? Ludzie ile mozna, trzeba robic robote, a nie powtarzac jak katarynka kiedy i kiedy ustawa. Nie zyjemy w prozni. Dobra robota!

© 2014-2017 TURYSTYKA24

Close