Tunis. Tańczymy tak jak nam bandyci grają

Na terrorystyczny zamach w Tunisie zareagowaliśmy jak przysłowiowy pies Pawłowa – zrobiliśmy dokładnie to, czego życzyli sobie bandyci, nazywani przez grzeczność terrorystami, którzy zaatakowali turystów w Muzeum Bardo.

Zamach w Tunisie wymierzony był celnie. Miał zdestabilizować ten najbardziej demokratyczny kraj północnej Afryki, którego dochody w znacznym stopniu oparte są na turystyce przyjazdowej. Wiadomo było, że terrorystyczny atak w którym zginęli turyści doprowadzi do ograniczenia przyjazdów do tego pięknego i bezpiecznego kraju.
Tunezja to najbardziej europejski kraj arabski. Przez dziesięciolecia była – i w moim odczuciu nadal jest najbezpieczniejszym krajem regionu, zwłaszcza teraz, kiedy wszystkie służby zajmujące się bezpieczeństwem postawione zostały w stan alarmu.
Mimo iż w sąsiedniej Libii trwa wojna domowa, w Tunezji było dotąd spokojnie. Do tego stopnia, że w najnowszym raporcie Freedom House z 2015 roku Tunezja została określona mianem „wolnego kraju”. Wyczyn to nie lada, jako że jeszcze 5 lat temu kraj ten – pod panowaniem Zajn al-Abidin ibn Alego – był uznawany za jeden z bardziej represyjnych reżimów na świecie.
Tunezja, która poprzez Jaśminową Rewolucję, w styczniu 2011 roku – zapoczątkowała regionalny zryw zwany Arabską Wiosną, jest przykładem udanej transformacji ustrojowej będącej w znacznym stopniu efektem rozsądku i spokoju jakim wykazywał się Raszid Ghannuszi, lider Islamistycznej Ennahdy (Partia Odrodzenia), która po rewolucji rządziła Tunezją.
Taka sytuacja była solą w oku dżihadystów, zaatakowali więc Tunezję z zamiarem jej zdestabilizowania. Polska, swoim działaniem bardzo im w tym pomaga.
Podczas czwartkowego zamachu byłem w Tunisie, szczęśliwie dość daleko od Parlamentu i Muzeum Bardo, i z coraz większym zdziwieniem obserwowałem co się dzieje w Polsce. Pytania dziennikarza, który rozmawiał za mną na żywo w TVP Info wskazywały, że w naszym kraju jest znacznie większa panika niż tu, na miejscu w Tunezji.
W Tunisie zginęli ludzie, miał miejsce zamach – incydentalny zresztą. Poprzedni był na Dżerbie w roku 2002 – prawie 13 lat temu. Tunezja  funkcjonowała normalnie, natomiast nasze polskie media zachowywały się jakby wybuchła tu krwawa rewolucja.
W trybie awaryjnym ewakuowano wszystkich naszych turystów, także tych, którzy chcieli zostać do końca swojego pobytu, nie czując zagrożenia, bo w nadmorskich kurortach; Hammamecie, Sousse, Monastirze, Mahdii czy na Dżerbie go nie było. Rozumiem, że trzeba było ewakuować uczestników wycieczki zaatakowanej w Muzeum Bardo oraz tych, którzy wyrazili chęć powrotu do kraju. Natomiast tym, którzy chcieli zostać do końca turnusu właściwie oceniając brak zagrożenia na miejscu – nie dano tej szansy. Musieli wracać z wszystkimi.
Swoich turystów nie ewakuowały nawet biura niemieckie, znane skądinąd z dużej ostrożności i dbałości o bezpieczeństwo.
Dlaczego nasze media i władze polityczne zareagowały tak nerwowo wyolbrzymiając zagrożenie? Media już tak mają, że podkręcają atmosferę a krew na ekranie zwiększa oglądalność czy klikalność. Nie mają też chyba ludzi znających się na turystyce i potrafiących realnie ocenić zagrożenie. Takich ludzi powinny natomiast mieć właściwe służby państwowe naszego kraju. Z tym niestety też jest – jak widać – fatalnie. A politycy? No cóż, trwa kampania wyborcza i nie można pozwolić politycznemu konkurentowi dać się wyprzedzić w deklarowanej trosce o obywatela. Nawet jeśli proponowane rozwiązania są bez sensu.

Pozostaje pytanie o cenę tej całej awantury, kto pokryje koszty transportu,  niemałe zapewne straty naszych biur podróży i wymierne, nie tylko moralne straty turystów, którym przerwano wakacje.

 

Related News

Comments are closed

© 2014-2016 TURYSTYKA24

Close