Turystyka – branża, która łączy Polaków

Publicyści biją na alarm – Polacy kłócą się o wszystko. Głębokie podziały omijają tylko jedną branżę. Turystyka łączy nas od prawej do lewej. Bo wszyscy kochamy wakacje.

Poniedziałek po „niedzieli Owsiaka”, to od lat u nas dzień mocnego moralnego kaca. Jedni czują rozczarowanie, bo zbiórka pieniędzy na WOŚP znów okazała się sukcesem i znakomita część rodaków nie pozwoliła sobie „otworzyć oczu” na bezeceństwa głównego aktora tego wydarzenia. Druga strona, choć zwycięska, też wyszła z tego starcia poobijana. Przez ostatnie tygodnie każdy musiał przejść przyspieszony kurs ekonomii i określić swoje stanowisko w sprawie finansowania fundacji, kosztów i wykorzystania darowizn. Czy wybudowanie wielkiego domu z pieniędzy zbieranych przez dzieci do puszek na ulicach w styczniową niedzielę, to uzasadniony wydatek, czy przekręt? Czy dobry samochód Jurka Owsiaka, to przejaw pychy i dowód na złodziejskie skłonności? A może – jak chcą ci, którzy szefa WOŚP bronią – pytanie jest niestosowne, bo niby dlaczego organizator największej akcji charytatywnej w Polsce, miałby jeździć gorszym autem od krytykującego go redaktora Karnowskiego?
Pokłócić potrafimy się niemal o wszystko. Gdy świat zaszokowało brutalne, ideologicznie umotywowane zabójstwo 12 osób w redakcji libertyńskiego paryskiego tygodnika, część internautów zmieniła swoje zdjęcie profilowe w serwisach społecznościowych, na hasło „Je suis Charlie”. Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Już po godzinie można było zobaczyć ilu spośród naszych znajomych uważa, że „Je ne suis Charlie”. I deklaruje z dumą: „Choć nie popieram strzelania do 80-letniego rysownika, ale…” – i dalej już tłumaczą, że wolność słowa powinna mieć jednak granice, bo inaczej ofiary same się proszą o wyrok.
Kilka dni wcześniej przez Polskę przeciągnęła burza o pampersa, którego zdesperowana matka zmieniła dziecku na kanapie w restauracji. Tu podziały nie były tak oczywiste. Głównym oskarżycielem była czołowa dziennikarka gazety kojarzonej z akcją „Rodzić po ludzku”, a po drugiej stronie barykady stała żona najbardziej prawicowego polskiego publicysty. I doszło do paradoksu, bo Agnieszka Kublik zbierała „lajki” od tych, którzy uważali, że miejsce kobiety z dzieckiem jest w domu, a nie w restauracji, a Małgorzatę Terlikowską wspierali liberalnie nastawieni czytelnicy.
Na szczęście nie wszystko nas dzieli. Polacy ze strzeżonych osiedli dla „lemingów” w metropoliach i ci z małych miasteczek, głosujący na PO i na PiS, SLD i PSL – wszyscy kochają podróże.
Nasza branża łączy ludzi o każdym światopoglądzie. Oczywistość? Niekoniecznie.
Wcale tak nie musiałoby być. Z łatwością wyobrażam sobie sytuację, w której jedna strona nawołuje w „imię patriotycznych wartości”, by wakacje Polacy spędzali w Polsce, zamiast napychać kieszenie zagranicznym hotelarzom. Były takie próby, ale się nie powiodły. W naszym kraju tak głębokich różnic światopoglądowych, panuje zgoda co do tego, że podróże są dobre. Na plażach Egiptu i Tunezji, widział szczęśliwe i dostatnie społeczeństwo, lider polskiej prawicy. Z kolei wczasy w Polsce wcale nie oznaczają niższego statusu społecznego. Na Mazury, na Hel, do Kazimierza czy na Podhale, od lat przyjeżdża polska inteligencja, która zna przecież i lubi także Paryż i Toskanię. Nie ma tu żadnych reguł. Wyborców PiS-u można spotkać w Hurghadzie i w Juracie, na nartach w Białce i w Kitzbühel. Tak samo zresztą, jak wyborcę PO. I nie tylko wyborcę. Niedawna afera w Sejmie pokazała, że podróże kochają politycy wszystkich partii. Cud w krainie podziałów?
I to jest bardzo dobra wiadomość dla naszej branży.

Related News

Comments are closed

© 2014-2017 TURYSTYKA24

Close