Urszula Potęga: Najważniejszy jest człowiek

W przededniu TT Warsaw 2014 pytamy o nowości, plany, marzenia ale i przesądy związane z najważniejszymi targami turystycznymi w Polsce. Z Urszulą Potęgą, Prezes MT Targi Polska rozmawiają Magdalena i Sergiusz Pinkwart.

TURYSTYKA24: Czego możemy spodziewać się po TT Warsaw 2014?
Urszula Potęga: To już dwudziesta druga edycja Targów Turystycznych TT Warsaw, a przy tym druga ich odsłona po zmianie terminu z wrześniowego na listopadowy. Przez dwadzieścia lat targi odbywały się we wrześniu. Zmiany były konieczne z prostego powodu – w listopadzie branża jest przygotowana do nowego sezonu, są już gotowe oferty i katalogi na kolejny rok. Uczciwie mówiąc planowałam tę zmianę już trzy lata wcześniej, ale zależało mi, by okrągłą, dwudziestą rocznicę świętować również we wrześniu.  Nowy termin bardzo szybko został zaakceptowany przez branżę, sprawdził się, a wystawcy mówią, że są zadowoleni.

W tym roku targi będą większe niż w ubiegłym, mamy ponad 50 krajów i 500 wystawców. Jednak ostateczną liczbę będziemy mogli podać dopiero po oficjalnym otwarciu.
Przez pierwszy dzień czyli czwartek i połowę piątku mamy dni branżowe, spotkania B2B. Ale już od piątku i przez całą sobotę targi będą otwarte dla wszystkich chętnych. Dla odwiedzających przygotowaliśmy wiele atrakcji – dla ciekawych świata spotkania z podróżnikami i pokazy narodowych tańców, dla miłośników aktywnego wypoczynku symulatory snowboardu i golfa, dla smakoszy degustacje regionalnych przysmaków – wszystko to, co pomaga poznać inne kraje i kultury. Zależy mi, by nasi goście mogli nie tylko zapoznać się z ofertą turystyczną, ale także miło spędzić dzień.

Szykuje się wielki powrót po dwóch latach nieobecności na TT Warsaw znów zobaczymy Słowację. Co naszych południowych sąsiadów skłoniło do powrotu?
Mówiąc nieskromnie – powiedziałabym: to, że jesteśmy dobrzy. Zakładam, że skoro wracają, to jest to wynik chłodnej analizy i konstatacji, że TT Warsaw są ważną pozycją w promocji.  Ale to nie koniec. W tym roku wraca też do nas Turcja.

Powroty cieszą, ale nie ma Pani żalu, że niektóre kraje uciekły?
Nie ma takiej możliwości, żeby przez 22 lata wszyscy byli razem bez przerwy. Rotacja jest tu rzeczą zupełnie naturalną – ktoś sobie daje rok odpoczynku, próbuje czegoś nowego, potem wraca. Wszystko zależy od wystawców, od ich celów, tego czy rynek polski jest dla nich na tyle ważny, że warto się tu pokazać. Targi są bardzo dobrym narzędziem dotarcia do klienta – powtarzam to zawsze i nie zmieniłam zdania przez wszystkie lata organizowania imprez, nie tylko turystycznych. Wielokrotnie byłam pytana czy targi to nie przeżytek w dobie internetu. Ja uważam że wszystko jest ważne – internet, czasopisma, książki. Ale nie ma ważniejszej rzeczy nad bezpośredni kontakt z drugim człowiekiem. Co jest zwłaszcza istotne w turystyce – branży, która sprzedaje marzenia. Przecież są tysiące biur podróży, ale kupujemy wycieczkę w tym, w którym czujemy się trochę jak u siebie. Bo poznaliśmy się, bo pani za biurkiem się do nas uśmiechnęła czy wyczerpująco udzieliła nam informacji. Bardzo ważne jest to z kim rozmawiamy, jak rozmawiamy, jak nas obsługują. Ja z uporem przez te 22 lata TT Warsaw mówię, że ludzie są najważniejsi. Cała reszta to narzędzia dodatkowe.

Kto najwięcej inwestuje w targi czy kraje, regiony i biura, które mają ugruntowaną pozycję i tylko ją umacniają czy ci, którzy mieli gorszy sezon i chcą się „odkuć”?
Nie ma reguły – jest bardzo wiele czynników. Podstawowym jest to czy dana destynacja uzna nas za rynek – a jest nas w końcu 30 milionów klientów turystyki. Polacy chętnie jeżdżą, nie boją się nawet kierunków do których inne nacje podchodzą z dystansem. Są przecież tacy, którzy nie przyjadą do Polski, bo na Ukrainie coś się dzieje, a to blisko. Za to nasi turyści są dobrze przygotowani i chętnie odkrywają nowe miejsca. Poza tym przygotowują się do urlopu i poza podstawowym pobytem korzystają z maksymalnej liczby dodatkowych atrakcji. Więc wystawcy, którzy zdecydują się do nas przyjechać, mają z kim robić interesy. Z kolei kiedy zaczynaliśmy organizować targi 22 lata temu, dopiero otwieraliśmy się na świat, kraje przyjeżdżały do nas i chciały pokazać Polakom: „jesteśmy!”. Przecież Europa była dla nas wtedy wielkim światem, bo wcześniej jeździło się do NRD i Bułgarii. Mniej się handlowało, ważne było, by zaistnieć. Dzisiaj wystawcy chcą sprzedawać. Staramy się pogodzić te dwie połówki jabłka – wystawców i odwiedzających. Ale nad tym, żeby targi się udały, nie wystarczy żeby czuwał tylko organizator. Dobra, twórcza atmosfera spotkania i biznesu zależy od każdego z nas. My robimy co możemy, żeby zadbać o jakość i atmosferę, ale na dobry wynik musi pracować każdy wystawca.

Jaka jest skuteczna strategia na targach?
To pytanie na oddzielny wywiad, bo odpowiedź jest niezwykle złożona. Ale w dwóch słowach: przede wszystkim pokaż wszystkim, że jesteś – poinformuj o tym potencjalnych klientów w mediach, także społecznościowych, zaproś swoich gości, rozmawiaj. My też dbamy o reklamę, informujemy, komunikujemy grupowo, można także zamówić u nas promocję. Ale poza tym dobrze jest samemu zawiadomić swoich klientów. Jeszcze przed targami zdecydujmy z kim chcemy się spotkać. Powinniśmy mieć przygotowane odpowiednie materiały, ale także choćby tłumacza na stoisku. Branża to jedno, ale kiedy w dni otwarte dla publiczności przychodzi wielu turystów – nie każdy z nich mówi po angielsku czy niemiecku. Warto więc zadbać o tę komunikację. Zresztą widać, że od początków targów dzielą nas lata świetlne – dziś wystawcy są świetnie przygotowani, mają doskonale zaaranżowane stoiska, piękne materiały reklamowe. Ale ta najważniejsza tajemnica sukcesu, to po prostu człowiek. To właśnie on jest najważniejszy – w życiu i w biznesie. Dokładnie widać to na targach, gdzie jedne stoiska są oblegane, a inne…

Dlaczego?
Na niektórych stoiskach jest tłok, bo są tam życzliwi ludzie, uśmiechają się, zapraszają – ośmielają klienta. To ciepło i otwartość, zainteresowanie. Po prostu ludzie to czują. Klienci czasem przecież nie mają odwagi podejść, nie wiedzą, czy się będą mogli porozmawiać po polsku.

Jak możecie pomóc wystawcom osiągnąć sukces?
Możemy zrobić kampanię, podpowiedzieć z perspektywy wieloletnich doświadczeń, choćby to, gdzie najlepiej byłoby umieścić dane stoisko.

W tym roku po raz kolejny pojawia się sektor zimowy.
Będą tam firmy z mocną ofertą zimową. Słowacja, Austria, Włochy, a także Turcja promująca swoje zimowe oblicze. Będą eventy na stoiskach, symulator snowboardu, a na najmłodszych będzie czekał Mikołaj i bałwanek. W restauracji spróbujemy rozgrzewających potraw dla narciarzy. Udało się osiągnąć to, że w tym roku wystawcy w sektorze zimowym są intuicyjnie, tematycznie zgrupowani. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej, cały czas dążymy do ideału.

Jakie niespodzianki szykuje kraj partnerski?
W tym roku jest nim Egipt, ale nie mogę nic zdradzić, bo – jak to zawsze kraj partnerski – ma wiele planów i chce zaskoczyć odwiedzających. Mogę tylko obiecać, że przez wszystkie trzy dni będzie się wiele działo. W turystyce, clou programu są właśnie atrakcje. I każdy ma jakiś patent na to, żeby przyciągnąć do siebie jak najwięcej odwiedzających.

Na co się Pani najbardziej cieszy w tym roku?
Na to, że zobaczę wielu dobrych znajomych, ale także nowych – zainteresowanych Polską, otwartych, ciekawych. Targi to praca, ale przecież także spotkanie integracyjne. Chodzi o to, żeby była dobra atmosfera, żeby ludzie rozmawiali, bo tak właśnie rodzą się biznesy. Nie przez internet, tylko przy okazji spotkania, przy lunchu. Przez te trzy dni na TT Warsaw są wszyscy: prasa, portale internetowe, biura, przedstawicielstwa krajów, klienci. Przychodzi moment targów i wtedy powinniśmy być razem, bo w tym turystycznym torcie każdy ma swój kawałeczek. Z wisienką.

Co Pani czuje w niedzielę, kiedy kończą się targowe emocje?
Wtedy i ja i mój zespół czujemy te targi przede wszystkim w nogach. U nas na targach cała załoga biega – wszyscy jesteśmy do dyspozycji klienta. Nie powiem, że pod koniec czujemy radość, bo coś przemija, odchodzi. Ale niedziela to dla nas moment, w którym choć odpoczywamy fizycznie, cały czas kotłują się myśli, co było dobrze? co trzeba będzie za rok poprawić? We wtorek organizujemy spotkanie i robimy podsumowanie. Każdy przedstawia swoją opinię, uwagi, rozmawiamy – i nie ma wtedy „zamiatania pod dywan”. Za to co wyszło świetnie – dziękujemy sobie, a o tym co było nie tak – dyskutujemy. Dopiero potem jest odpoczynek umysłowy. To trochę tak jak z wycieczkami – targi to żywy organizm. W ciągu 3 dni przychodzi między 15 a 20 tysięcy ludzi. Nawet gdybym miała szklaną kulę, to nie przewidzę wszystkiego. Ale cały sztab działa na pełnych obrotach i jest w gotowości, żeby pomagać wystawcom – może trzeba przywieźć foldery bo zabrakło? może coś pomóc?

Dużo pożarów Pani gasi?
Bywają takie sytuacje, ale najczęściej wynikają z czyjejś niewiedzy. Na targach są określone reguły. Czasem ktoś czegoś nie doczyta i najpierw jest wybuch, a potem jakoś udaje się wszystko ułagodzić. Ja tylko zawsze modlę się, żeby te „pożary”, to były drobiazgi. Z powodu tych normalnych, ludzkich problemów, które zawsze się zdarzają, mamy cały sztab w pełnej gotowości. 30 osób pracuje na stałe, a także dodatkowe osoby zatrudniane na czas targów. Mam wspaniałych ludzi, pełnych zapału i doskonale przygotowanych merytorycznie, którzy prowadzą tysiące rozmów na długo przed targami. Bo wiemy, że każde stoisko to czyjś pomysł, nadzieje, oczekiwania, taka mała ambasada. My staramy się stworzyć przyjazny klimat – rozmawiamy, zadajemy pytania, tłumaczymy – zazwyczaj dużo wcześniej, żeby uniknąć rozczarowań. A potem jesteśmy do dyspozycji w każdej chwili.

Żałuje pani decyzji przeprowadzki z Pałacu Kultury w centrum Warszawy na ulicę Marsa?
Kiedy byliśmy w Pałacu Kultury nie było roku, żebym nie słyszała: „kiedy wreszcie zmienicie lokalizację?”. W tym samym tonie pisano w prasie: „targi w porządku, ale ten pałac!”. W pewnym momencie z developerem podjęliśmy decyzję o przenosinach. Wtedy miałam informację, że kiedy hala zostanie oddana do użytku, już będzie gotowa trasa szybkiego ruchu. Tymczasem inwestycja drogowa opóźniła się o 4 lata. A ja nic nie mogłam z tym zrobić. My już przenieśliśmy się do hali, a droga była rozkopana. Szczególnie pierwszego dnia przed otwarciem dojeżdżało się do wiaduktu i potem stało pół godziny w korku z widokiem na halę. Ale modernizacja trasy już się zakończyła i nie ma w Warszawie drugiej hali z tak dobrym dojazdem i wygodnym parkingiem. No więc kiedy dziś słyszę: „ciągle trudno do was dojechać” otwieram oczy ze zdumienia, bo ja z Mokotowa jadę 12 minut. Mostem Siekierkowskim nawet 8 minut. Jest też kolej SKM która zatrzymuje się 250 metrów od hali. Poza tym sama hala jest bardzo dobra – ma klimatyzację, jest gdzie odpocząć, gdzie zjeść, a na stoisku może być wszystko co wystawca sobie wymarzy. Mogę to powiedzieć z czystym sumieniem – warunki są tu naprawdę ekstra!

Related News

Comments are closed

© 2014-2016 TURYSTYKA24

Close