Welcome to Jordan!

W Aqabie, jordańskim mieście nad Morzem Czerwonym słyszałam te słowa wiele razy. Głównie od taksówkarzy trąbiących nieustannie na potencjalnych klientów, sprzedawców pestek słonecznika, koralików, bransoletek i innych rzeczy. Nikt nie obrażał się na odmowę, a rozmowę zwykle kończył zwrot: Welcome to Jordan! Mili i nienachalni. Jeden raz jednak „welcome” nie pomogło. Jeśli tu wrócę, to chyba tylko z męską obstawą. Ale było warto. Zobaczyłam Petrę, jeden z Cudów Świata i zachwycającą pustynię Wadi Rum.

Do Jordanii można przylecieć z Polski tanimi liniami. Samoloty lądują w Izraelu, na małym lotnisku w miejscowości Ovda. Potem trzeba dojechać na granicę izraelsko-jordańską, przejść ją na piechotę i już jordańskim środkiem transportu wyruszyć w głąb kraju. I tak samo w drugą stronę. W ten sam sposób dziesiątki jordańskich pracowników przekraczają tę granicę, udając się do pracy w Izraelu. Wieczorami wracają do domów.

Na lotnisku każdy dostaje mapkę Izraela, folder z podstawowymi informacjami i krem do rąk na bazie błota z Morza Martwego. Świetna promocja. Po przekroczeniu granicy jordańskiej daje się zauważyć, że znaleźliśmy się w innym nieco świecie  – śmieci, bałagan, nikt nic nie wie. W końcu jednak dotarliśmy do hotelu w Aqabie. Całkiem porządny, w większości zamieszkany przez Jordańczyków. Jedzenie pyszne, humus bajeczny, zatar, oliwa, świeże pity. I tak bardzo nie przeszkadzało, że czasem miejscowi nakładają ogórki na talerz ręką. Co tam. Na ulicach lub miejskiej plaży było znacznie gorzej. Przeraziły mnie pety leżące na podłodze (mam nadzieję, że tylko tam) piekarni wypiekającej dziennie tysiące pit. Wprost z ulicy zaprosili nas do niej piekarze, chcąc pochwalić się linią produkcyjną. Nieporządek nikomu specjalnie nie przeszkadzał.

Plaża
Nazwany szumnie promenadą chodnik biegnący wzdłuż znajdującej się w granicach miasta plaży jest niezbyt czysty, piasek również pozostawia wiele do życzenia. Ale woda jest przejrzysta aż do dna. Kobiety wchodzą do wody w pełnym rynsztunku. Nie ma mowy o np. opalaniu się w kostiumie, na leżaku, kocyku itp. Wieczorami gromadzą się tu młodzi ludzie i rodziny z dziećmi, jedząc, paląc szisze, czy po prostu siedząc na murku czy schodkach. Jest tzw. południowa plaża (ok. 12 km od miasta), na którą taksówkarze oferują transport. Jedna jest płatna (10 JOD), druga bezpłatna. Podobno można się tam nawet opalać. Stałymi bywalcami miejskiej plaży są koty – wychudzone, często chore. Są właściwie wszędzie i raczej nie są przepędzane. Przyjaźnie traktowane począwszy od pograniczników po pracowników restauracji McDonad’s. Nikt ich nie sterylizuje, nie leczy, niektórzy dokarmiają. Widziałam maleńkiego kotka, któremu ledwo udało się uciec spod kół samochodu, choć pędził jak oszalały. Znany ze swojej miłości do kotów prorok Mahomet chyba nie byłby zadowolony z ich losu.

Na przeciwległym brzegu po lewej widać egipską Tabę, a patrząc w prawo wybrzeże należące do Izraela i Eilat, z szeroką plażą i gwarną promenadą. To stamtąd niedawno oglądałam jordański brzeg, z ogromną flagą na 127-metrowym maszcie. Dzisiaj został tylko maszt. Flagę podobno porwał grudniowy wiatr. Na oglądanie rafy koralowej można się wybrać łódką ze szklanym dnem, choć lepiej widać rafę po wychyleniu się przez burtę. Ale szklane dno jak najbardziej jest. Woda przejrzysta tak, że widać leżące wśród koralowców stare opony, puszki, jakieś plastiki. W pobliżu portu załadunkowego powierzchnię wody pokrywa warstwa pyłu powstała podczas załadunku fosforytów. Jordania jest jednym z największych producentów i eksporterów tego minerału na świecie.

Wadi Rum

Niecałą godzinę jazdy od Aqaby znajduje się bajkowa pustynia z różnymi kolorami piasku, wielkimi wydmami z których samochody zjeżdżają „na łeb, na szyję” i skałami uformowanymi przez lata erozji w przedziwne kształty. Skały wznoszą się nawet na wysokość 1750 m. Pośród nich można odnaleźć rysunki naskalne, świadczące o ponad 12.000 lat ciągłego zamieszkiwania ludzi. Od 2005 roku pustynia znajduje się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.

Można wynająć (Visitor’s Center) pojazd 4×4 wraz z kierowcą-przewodnikiem, wynająć wielbłąda i przewodnika lub latać nad Wadi Rum balonem czy samolotem. Każdy taksówkarz w Aqabie oferuje przejazd na pustynię, gdzie umówiony jest ze „swoim” Beduinem, dysponującym terenowym autem. Można pobyć pod gwiazdami w ich namiocie, zjeść tradycyjny posiłek przy ognisku z arabską muzyką lub wybić herbatę zaparzoną z „Berber mint”.

Można też polatać nad Wadi Rum. Wystarczy wynająć samolot w Royal Aero Sports Club, założony przez Jego Królewską Mość Króla Abdullaha II w 1997 roku. Loty balonem dostępne są wcześnie rano od kwietnia do czerwca i od września do grudnia (szczegóły na: www.rascj.com). Pustynia Wadi Rum jest też doskonałym miejscem – wiosną i jesienią – dla obserwatorów ptaków migrujących do ciepłych krajów.

PETRA

Starożytne miasto Petra, królestwo Nabatejczyków, jest jednym z narodowych skarbów Jordanii i jej najbardziej znaną atrakcją turystyczną, od 1985 roku wpisaną na Listę światowego dziedzictwa UNESCO (http://whc.unesco.org). Jej skarby pojawiają się przed nami po przejściu długim, wąskim wąwozem (siq), którego ściany wznoszą się do 200 m. Najsłynniejszą z wykutych w skałach budowli, tzw. Skarbiec widać zaraz po wyjściu z wąwozu. Potem pośród skał widać grobowce, łaźnie, świątynie, bramy, teatr na 3000 miejsc, klasztor z I wieku i nowoczesne muzeum archeologiczne. Kapliczka upamiętniająca śmierć Aarona, brata Mojżesza, została zbudowana w XIII wieku przez sułtana mameluków, na szczycie góry Aaron w pasie Sharah. To tam chciał złożyć ofiarę z kozy szwajcarski badacz i odkrywca dla współczesnych Petry Johann Burckhardt. W 1812 roku przebrany w strój muzułmanina wyszedł z wąwozu i ujrzał to wspaniałe kamienne miasto, wykuwane w skałach od góry w dół skał, bez używania rusztowań. Dzisiaj są tam tłumy zwiedzających, stragany handlujących czym się da, wielbłądy, konie (oferowane w cenie biletu, ale bez napiwku się nie obejdzie) i bryczki do przewożenia turystów. Bilet wstępu do Petry kosztuje taniej (50 JOD na 1 dzień), gdy mieszka się kilka dni w Jordanii (pytają w kasie o paszport). Można kupić bilet nawet na trzy dni (cennik: http://visitpetra.jo), również z opcją „noc w Petrze” (http://www.petrabynight.jo).

Ceny są zwykle podawane „z sufitu” i mogą zjechać o co najmniej 50 proc. Trudno jednak na początku nie przepłacić. Za kawę z kardamonem można zapłacić od 3 do 0,50 (zaparzana w tygielku zanurzonym w gorącym pasku) JOD, a herbata najtańsza była w McDonald’s – 0,61 JOD. Warto wybrać się na zakupy do położonego blisko centrum Aqaby sklepu Carrefour, gdzie ceny są nienegocjowalne i zaskakująco niskie.

Przed przyjazdem do Jordanii warto zajrzeć na: http://international.visitjordan.com.

Related News

Comments are closed

© 2014-2018 TURYSTYKA24